Jak oszczędzać na zakupach?

Jak oszczędzać na zakupach?

 

Handel stacjonarny wbrew powszechnej opinii wciąż ma się dobrze. Co prawda z roku na roku proporcje między liczbą kupujących w internecie jak i stacjonarnie zwiększają się na korzyść online’owców, jednakże nie wyobrażam sobie sytuacji, w której tradycyjny handel zanika całkowicie. Jeszcze przez długi czas będziemy z portfelem w ręku udawać się do sklepu po jajka, mleko, pieczywo, ubrania, elektronikę, obuwie, itd.

Skoro mamy ustalone, że handel stacjonarny przetrwa jeszcze niejedno, to teraz warto zastanowić się nad kwestią psychologiczną zakupów offline. Jak pewnie dobrze wiecie każdy większy sklep sieciowy, niezależnie czy spożywczy, odzieżowy czy RTV jest tak specjalnie zaprojektowany, aby nakłaniać konsumentów do sięgnięcia do portfela jak najgłębiej. Szereg działań perswazyjnych, nieco manipulacji, granie na emocjach, podświadomości, a nawet wpływ na czynniki fizjologiczne człowieka i reakcje społeczne! To nie jest lista związana z tajną operacją, a codzienność w sklepach sieciowych, nazwana jako merchandising. Poniżej prezentuję kilka porad jak oszczędzać na zakupach. Można bronić się przed tym zgubnym dla naszego portfela działaniem sklepów.

Pełny koszyk

 

Ile razy zdarzyło się, że wchodzicie do sklepu po jedną rzecz, a musicie przejść całą salę sprzedaży i na koniec kończycie pod kasą z pełnym koszykiem? Standardowa zagrywka – towary pierwszej potrzeby układane są możliwie najdalej od wejścia.

Porada – jasno określona lista zakupów przed wejściem do sklepu i własne zdyscyplinowanie. Im dłużej jesteście w sklepie tym więcej perswazyjnych komunikatów otrzymacie i Wasz mózg podpowie Wam o potrzebach, o których przed chwilą nie mieliście nawet pojęcia. Nie dajmy się, poświęćmy kilka minut wcześniej na stworzenie listy i trzymajmy się jej bezwzględnie, a w portfelu po każdych zakupach zostanie nieco więcej.

Z koszykiem jest jeszcze jedna zagrywka – w niektórych sklepach są np. tylko duże wózki zakupowe, a jeśli dostępne są mniejsze to czasami “przypadkiem” stoją zwykle pod kasami i trzeba przejść pół sklepu aby się do nich dostać. Mając duży kosz/wózek na niewielkich zakupach ciągle czujemy, że mamy pusto, że wciąż nie wzięliśmy wszystkiego co chcieliśmy. Mimowolnie zaczniemy wkładać coraz więcej produktów, których tak naprawdę mogliśmy nie chcieć kupić.

Porada – jak wyżej, przygotujmy listę zakupów i trzymajmy się jej od wejścia do sklepu, aż do kasy.

Kierunek ruchu

 

W sklepach często jesteśmy kierowani określoną drogą. Wpływ na to może mieć aranżacja, układ stoisk, boxów i regałów, wąskie przejścia zniechęcające do porzucenia zakładanej drogi, a nawet czasami strzałki kierunkowe klejone na podłodze. Wszystko po to, aby przedłużyć nasz pobyt w sklepie i “przeciągnąć” nas po możliwie największej ekspozycji towaru.

Porada – znowu z pomocą przyjść nam lista zakupów, dzięki której kupimy tylko to, co chcemy.

Pieczywo wypiekane na miejscu

 

Jeśli myślicie, że sklepy mają własne piece do wypieku tylko po to aby zawsze oferować nam świeże pieczywo to jesteście w błędzie. Z jednej strony jest to plus, dla robiących zakupy w weekend lub późnym wieczorem to niewątpliwie duży atut, że zawsze dostaną świeżą bagietkę. Z drugiej strony jednak sklepy umieszczają owe piece zwykle przy wejściu. Gdy wchodzimy to od razu atakuje nas niesamowity zapach świeżego bochenka chleba, przywodzący na myśl same pozytywne rzeczy i…wzmagający w nas głód. Jak jesteśmy głodni to jesteśmy również skorzy do wydania więcej z naszego portfela na jedzenie. I w ten sposób jesteśmy “ugotowani” – niemalże ze śliną na języku, przechadzając się między półkami i lodówkami, bierzemy wszystko co wpadnie w oko.

Porada – może śmieszna, ale u mnie często działa. Na zakupy idę najedzony 🙂 mój organizm wtedy broni się przed smacznymi zapachami i nie czuję potrzeby kupienia wszystkiego co jest jedzeniem.

Dzieci

 

Pomijam kwestię producentów, którzy czasami starają się brandować każdy produkt postacią z kreskówek lub filmów animowanych. Pobyt z pociechami w sklepie może stać się istną batalią o to co kupujemy, a czego nie bierzemy. Przecież każde dziecko chce mieć wodę truskawkową ze spider-manem, a nie zwykłą Jurajską. Tego niestety nie unikniemy i po prostu trzeba się na do przygotować. Natomiast najstarszą znaną mi metodą stosowaną na całym świecie i oddziałującą bezpośrednio na dzieci jest umiejscowienie tuż przy kasach na niskiej wysokości wszelkiej maści batoników, gum, żelek i jajek-niespodzianek. Wiadomo, przy kasach trzeba stać, a dziecko rozglądając się na pewno zauważy coś fajnego o co poprosi. Wówczas mamy do czynienia z dwoma typami rodziców – tych co ustąpią i tych, którzy kategorycznie odmówią, niezależnie jaki będzie werbalny lub dźwiękowy tego efekt. Nie wiem czy ktoś kiedyś podjął się próby policzenia proporcji, tak czy inaczej nawet jeśli tylko część ustąpi – dla sklepu profit.

Porada – nie ma dobrego sposobu na rozwiązanie tej sytuacji. Nie chciałbym aby wyszło jakieś molizatorstwo odnośnie tego jak należałby postępować z dzieckiem w tej sytuacji, sami będziecie wiedzieli najlepiej 🙂 trzeba wziąć pod uwagę fakt, że nie tylko dzieci łapią się na tą zagrywkę w sklepie, słodycze przy kasach to produkt typowo impulsowy i równie dobrze czasami sięgają po niego dorośli.

Kwiaty, owoce, warzywa

 

Zauważcie, że w wielu sklepach owoce i warzywa, a nawet czasami kwiaty (cięte, doniczkowe) umiejscowione są od razu przy wejściu. Ma to dwa zadania – po pierwsze urobienie naszej podświadomości, że sklep jest kolorowy i świeży. Skoro wchodzimy i od razu na wstępie mnóstwo różnorodnych, ciekawych i smacznych kolorów to od razu w głowie tworzy nam się obraz, że reszta produktów też taka jest.

Po drugie – wzbudzenie w nas impulsywnej potrzeby zakupu. Jeśli wejdziemy do sklepu i zobaczymy np. zgrzewki wody różnych producentów no to nie zachęci nas to do zakupów. W tym przypadku nawet odwrotnie, musielibyśmy z ciężkimi butelkami chodzić po sklepie. Natomiast jeśli naszym oczom od początku pokazują się świeżutkie pomarańcze, żółte, mokre jeszcze od wody banany, czy 4 kartony pełne czerwonej papryki to nasza podświadomość dostaje jasny komunikat – kup tą świeżość. Z poczuciem satysfakcji z wyboru zdrowego produktu idziemy w głąb sklepu skorzy do “wynagrodzenia” sobie samemu świetnego wyboru. W koszyku ląduje jeszcze dodatkowo cola i baton.

Mnie osobiście ten układ denerwuje jeszcze dlatego, że jak faktycznie chce kupić owoce i warzywa to od początku muszę wrzucić je na spód koszyka, a pod koniec zakupów na dnie mam pastę pomidorową i rozgniecione winogrona.

Porada – zagrywka sklepowa może nie jest jakoś bardzo uciążliwa, ot po prostu wydaje nam się że wszystko jest świeże. Problemem jest natomiast sztuczne wykreowanie takiego wizerunku i oferowanie przeterminowanych produktów w dalszej części sklepu, jednakże są to przypadki marginalne. Należy po prostu mieć się na baczności jeśli chodzi o daty przydatności do spożycia i sprawdzać wszystko co wzbudza naszą wątpliwość.

Sztuczna promocja

 

Ten zabieg jest dosyć niebezpieczny, dlatego, że skłania nas do przybycia do sklepu. Otrzymaliśmy gazetkę promocyjną, w radiu lub w telewizji leciała reklama, a w internecie krążyły banery – super extra promocja na produkt X. Czym prędzej lecimy do sklepu z zamiarem zakupu 3 sztuk na zapas, a na miejscu okazuje się że towaru brak, zostały tylko puste kartony. Sprzedawca wzrusza ramionami, mówiąc że wszystko się sprzedało. Ale zaraz, przecież specjalnie jechaliśmy do tego sklepu pół miasta, więc teraz nie możemy po prostu wyjść z pełnym portfelem. Ci bardziej niecierpliwi jeszcze przez kilka minut ponarzekają pod nosem na sklep, a potem większość osób dokona innych zakupów, bo przecież jest już na miejscu. Za małe zatowarowanie na promocję wynikać może z kilku różnych rzeczy, ale niestety jest to czasem po prostu celowy zabieg, którego nie da się w żaden sposób udowodnić. Produkty w promocji sprzedane, ruch klientów zdobyty.

Porada – przeliczenie czy faktycznie opłaca nam się jechać do tego sklepu po jeden produkt w promocji. Być może różnica jest niewielka, a musimy nadrobić dodatkowe kilometry i stracić pół dnia drogi w obie strony. W przypadku np. sprzętu RTV jadąc do sklepu warto mieć opcję rezerwową i wybrany inny model “na wszelki wypadek”.

Jasna strona medalu.

 

Aby nie wyszło, że merchandising oszukuje, a złe sklepy próbują tylko nas naciągnąć, to należy wspomnieć również o dobrych stronach. Przede wszystkim kompleksowe podejście do tematu i wcielenie ich w życie daje pozytywny obraz sklepu z szerszej perspektywy. Odpowiednie oświetlenie i nagłośnienie, ładny zapach, trzymanie porządku, schludnie ubrany, uśmiechnięty i kompetentny personel, odpowiednia prezentacja towaru z widoczną ceną, brak “dziur” na półkach, zatowarowanie i dostępność produktów, brak kolejek przy kasach, dostępność koszyków – wszystko to wpływa na pozytywny odbiór sklepu przez nas, konsumentów. Przyjemniej robić zakupy w takim miejscu, w którym wszystko jest poukładane. Wszak handel stacjonarny jeszcze długo nie zginie, dlatego też wybiorę taki sklep, w którym merchandising jest na wysokim poziomie, a ja przynajmniej po części wiem jak oszczędzać na zakupach. Nawet mając świadomość, że gdzieś tam delikatnie dobierają się do mojego portfela 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *